Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Isabelle Kessedjian. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Isabelle Kessedjian. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 kwietnia 2014

Stokrotka

Gdzie strumyk płynie z wolna,
Rozsiewa zioła maj,
Stokrotka rosła polna
A nad nią szumiał gaj.


Stokrotka powstała na zamówienie i wcale nie miała być stokrotką - mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone :)



















Stokrotki są oczywiście żywe i można, a nawet należy, je wyjąć, ale wydaje mi się, że to nie ujmuje lalce uroku.

niedziela, 13 kwietnia 2014

Czerwony Kapturek

Nie ma co się rozpisywać - moja babcia też mieszkała (nadal mieszka!) za lasem, więc aby do niej dotrzeć musiałam wybrać się na wędrówkę. Jak miałam sześć lat, mama po raz pierwszy pozwoliła mi pojechać do babci na rowerze zupełnie samej. Byłam mega dumna, choć to tylko 1,5 km :) Moja duma utrzymywała się do momentu gdy uświadomiłam sobie, co w lesie działo się z większością bajkowych postaci... Przemknęłam do babci w tempie błyskawicy - chyba w niecałe 10 minut :)

Mój kapturek ma sukienkę i pelerynkę z kapturem oraz butki i majtasy. Włosy zrobiłam jej z eksperymentalnej włóczki i nierównym splocie. Lalka jest lekko zmodyfikowanym modelem lalki Isabelle Kessedijan.
Byłyśmy razem na wycieczce w lesie :)

wtorek, 14 stycznia 2014

Kocham zakupy z głową

Lubię robić zakupy. Przyznaję się. Ale nie lubię wyrzucać pieniędzy w błoto :) Mogę powiedzieć, że w ostatnim czasie jest 1:1 w odniesieniu do tych dwóch stwierdzeń. Grudzień był dla mnie dość szalonym miesiącem, dużo pracowałam i dużo szydełkowałam, a z okazji BN postanowiłam sama się dopieścić zakupowo :) Ale po kolei:


Zacznijmy od rzeczy miłych. Sprawiłam sobie młynek do zwijania włóczki :) Dzięki serwisowi eBay oraz Panu Chińczykowi zapłaciłam za niego 15$, a przesyłkę dostałam gratis. Trochę się denerwowałam, czy aby na pewno będzie to młynek moich marzeń i czy poradzę sobie bez parasolki, ale okazało się, że nerwy zupełnie nie były potrzebne. Przy motkach bawełny i wełny rolę parasolki spełnia plastikowa miska, do której wkładam motek (plastikowa miska jest śliska, więc motek sobie w niej swobodnie podskakuje). Przy motkach typu lace sprawdza się odwrócona miednica położona niżej od mojego młynka oraz moja stopa, która odpowiednio tę miednicę podtrzymuje (ponoć wygląda to komicznie, ale działa). Pan Chińczyk dołączył do młynka skąpą instrukcję obsługi w języku angielskim, ale metodą prób i błędów udało mi się to urządzenie oswoić. I... jest cudowne! Normalnie mogłabym kręcić korbką cały dzień :) To były dobrze zainwestowane pieniądze, bo przewinięcie kłębka trwa max 4 minuty, a nitkę można wyciągać zarówno ze środka splotu, jak i z brzegu. Zdecydowanie lepiej zwija się na młynku nieco szorstką wełną niż śliski akryl, ale przy odrobinie wprawy i odpowiednim ustawieniu jakości zwijania nawet akryl wygląda cool. No i było to 15$, a nie ponad 200 zł...


Uwielbiam Isabelle Kessedijan, dlatego gdy tylko pojawiła się na rynku książka o jej lalach kupiłam ją bez zastanowienia. Do jej recenzji skłoniła mnie rozmowa z Moniką z Domu za końcem świata (pozdrawiam!) Książkę kupiłam z przekonaniem, że 50 wzorów w niej zawartych będzie dość konkretnych... No i tutaj zaliczyłam pomyłkę. Owszem jest to 50 wzorów, z czego 1 to skarpetki, drugi to buty, a trzeci to majtki, czwarty to pościel do łóżeczka, piąty to płaszczyk, którego wzór jest identyczny jak wzór na piżamkę... :) I tak do 50 :)
Tak poważnie: książka jest ładnie wydania (choć rozczarowała mnie miękka okładka), ma super zdjęcia i miło się ją przegląda, ale zdecydowany minus dostaje za:
*bardzo małą ilość wzorów, które są miejscami wtórne (np sukienki robi się w identyczny sposób i każdy, kto robił kiedykolwiek sukienkę na szydełku nie potrzebuje do tego wzoru, podobnie jak do wzoru skarpetek)
*wzorom zdarzają się błędy (zauważyłam to robiąc lalę ogrodniczkę ze wzoru Simply Crochet). Trzeba uważać i zachować zdrowy rozsądek przy wykonywaniu ubranek. A także liczyć oczka i nie opierać się sztywno na obliczeniach autorki.
*cena - nie ma co tłumaczyć, jest po prostu droga. Razem z przesyłką zapłaciłam za nią ponad 30$, czyli ponad 100 zł. Zdarzało mi się rozsądniej wydawać pieniądze na własne przyjemności :)

*w książce brakuje podstawowych informacji np. na temat mocowania włosów - a wierzcie mi mocowanie włosów nie jest proste. W lalkach Isabelle powinno się wydzielać stopy, mnie się to jeszcze nie udało i oczekiwałam, że książka mi w tym pomoże, ale niestety zamiast tej porady jest tam np. wzór na pingwina...
 

Podsumowując: nie kupiłabym jej drugi raz, ale lubię oglądać w niej obrazki. Ubranka lalek, które znajdują się u mnie na blogu w większości powstały wg mojego pomysłu i mojego wzoru (oprócz ogrodniczki i Marlene, mam nadzieję że nie pominęłam żadnej). Rozrysowuję je w zeszycie, a następnie robię i zapisuję efekty na kartce :) Łopatologicznie, ale skutecznie :) 


Prezent od męża, który dostałam jeszcze w październiku, ale Malwina zapytała o niego wczoraj i pomyślałam, że warto o nim przypomnieć. Szydełka KnitPro - fantastyczne! Zero przeciążeń w nadgarstku, zero zmęczonego ramienia, zero dziur w rękach (potrafiłam zrobić sobie dziurę w dłoni). I najważniejsze dla mnie: obgryzam szydełka, kiedy się nad czymś zastanawiam - to nie jest bezpieczne, o nie! Dzięki gumowym końcówkom nie robię sobie krzywdy :)
A teraz uwagi dla bardziej zrównoważonych szydełkowiczek. Razem z Anią doszłyśmy do wniosku, że dzięki szydełkom KnitPro splot włóczki jest jakby ciaśniejszy i bardziej dokładny. Być może jest tak dlatego, że meta z którego wykonane jest szydełko jest idealnie śliski, a długość szydełka dobrze dopasowana do wielkości dłoni - to sprawia że ruchy są rytmiczne, a wzór dokładniejszy. Ale to może być tylko nasza teoria :D
(P.S. Szydełka nie mają wad... :)  )


No i ostatnia gwiazda dzisiejszego wpisu. Zamówiłam prenumeratę "Mollie potrafi". Dostałam pierwszy numer tydzień temu. Oczywiście prenumeratę zamówiłam ZANIM poszłam do Empiku i obejrzałam pierwszy numer na półce. Mój błąd i moja ekscytacja. Jako wierna czytelniczka wszystkich anglojęzycznych Mollie Makes oraz Simply Crochet oraz Crochet Today, jako była mieszkanka Irlandii z dostępem do ichniejszych gazet i materiałów, po prostu oczekiwałam zbyt wiele :) Nie chcę spisywać polskiej Mollie na straty, ale tak się akurat złożyło, że posiadałam ten numer w wersji anglojęzycznej i porównałam jego zawartość z polskim wydaniem.
Plusy (jako optymistka zaczynam od plusów):
* mamy polskie wydanie
* opisy robótek są w miarę klarowne
* mają reklamy polskich sklepów z akcesoriami do robótek ręcznych

Minusy (wylicze tylko najważniejsze):
* gazeta jest żywcem przetłumaczona z angielskiego, co sprawia że miejscami język w niej użyty jest tak sztywny i techniczny jak tylko jest to możliwe, a czasami jest po protu dziwnie. Np. tytuł "Dzikie dzieci" :D:D
* część akcesoriów użytych do wykonania np. abażuru jest w PL niedostępna. I tutaj możecie powiedzieć: no trudno, ale skoro to przedruk... Właśnie problem polega na tym, że "Mollie potrafi" wydanie pierwsze jest kompilacją różnych artykułów z różnych numerów Mollie. Skoro autorzy wybierają różne tematy, to mogliby sprawdzać czy prace te da się wykonać w polskich warunkach.
* jeśli polska Mollie potrafi chce pokazywać, wzorem swojej zagranicznej koleżanki, ciekawe prace "handmade" to byłoby miło gdyby zaprosiła do współpracy którąś z polskich blogerek, która na pewno bliższa będzie sercu Polek niż obcobrzmiące nazwiska w całej gazecie. To samo tyczy się przedstawianych w formie "nowości i ciekawostek" produktów handmade: nikt z redaktorów nie zadał sobie trudu, by zamiast ślepo przedrukować złote żołędzie z brytyjskiego wydania, sięgnąć po pracę kogoś z Polski. Nie mówiąc już o tym, że mając polskich reklamodawców nie przedstawiono ani jednego produktu z polskiego sklepu. Nie chcę rdzennie polskiej gazety, ale chcę miksa :)

Wybaczcie jeśli Was zanudziłam. Media i prasa oraz handmade to moje pasje. Pracuję w mediach od kilku lat i czekałam z niecierpliwością na pierwszy magazyn handmade'owy z prawdziwego zdarzenia.
Jeśli czyta to ktoś z redakcji: Lubię polską Mollie, ale chcę żeby była bardziej nasza, mnie anonimowa. Bądźcie tak mili i weźcie pod uwagę moje drobne uwagi. Nie spisuję moich 48 zł na straty - wierzę, że jeszcze mnie zaskoczycie :)

czwartek, 19 grudnia 2013

Prezenty jeszcze przed świętami :)

Do bardzo niegrzecznych dziewczynek Gwiazdka przychodzi jeszcze przed Świętami :) Ja dostałam prezent od Ani jeszcze przed połową grudnia i naprawdę codziennie się w niego gapię :)


Pudełko (własnoręcznie zrobione przez A.) pełne jest mega przydatnych rzeczy: długich szpilek do blokowania robótek, pozłacanych i metalicznych nici, cudownych guzików i... naprawdę cudownego wosku pszczelego do barwienia lalom policzków :) Normalnie mogłabym z tym pudelkiem spać (ale mój mąż nie chce)!


Książka o szydełkowych lalach przywędrowała do mnie kilka dni temu w poważnie zapakowanej kopercie z wielkimi pieczęciami Izby Celnej w Gdańsku. Celnicy to są farciarze - przeczytali ją wcześniej ode mnie!


Mój teść i przyszywana teściowa dają mi dużo prezentów zupełnie bez powodu, więc gazety, które przywędrowały do mnie z Irlandii w kopercie były zaskoczeniem, jedynie pod względem trafności tematu. Obydwie gazety obiecuję przewertować od deski do deski. Co więcej! Inside Crochet zainspirowało mnie do tego stopnia, że postanowiłam zrobić w końcu coś tylko dla siebie i w święta siadam do robienia swetra :) Z tego powodu sama zrobiłam sobie prezent i kupiłam pół kilo pięknej Alpaki w ceglanym kolorze :)

A jutro kolejny post, nabrałam takiego tempa w robieniu zabawek, że zadziwiam samą siebie :)

środa, 2 października 2013

Zosia - ogrodniczka

Ma kapelusz, ogrodniczki i koszyk na jesienne zbiory. Zosia - ogrodniczka, farmerka, miłośniczka natury. Lubi biegać po łące, zbierać gruszki, orzechy, jabłka i zajada się dynią.


Zosia, to jedno z moich ulubionych imion. Mało znam Zoś :), ale te które znam tylko potwierdzają dobrą energię zawartą w tym imieniu. Trochę chłopczyce, ale tak naprawdę elegantki. A jedna Zosia nawet jeździ na motorze :)


Wracam do pracy. Pa!

wtorek, 3 września 2013

Po prostu Lala :)


Jestem z niej niesamowicie dumna! Zrobiona jest z wzoru Isabelle, o której pisałam w poprzednim poście. Za to włosy, ubranie i pomysł jest całkowicie MÓJ i naprawdę nie mogę uwierzyć, że udało mi się ją wykonać w dwa popołudnia.




















Szczególnie dumna jestem z ubranek, które można zdejmować bez specjalnego trudu (oczywiście uważając na włosy!). Spodnie są dopasowane, mają zaznaczoną talię i są biodrówkami (!), koszulka również ma wcięcia, ale nie wpadłam jeszcze na rozwiązanie dotyczące rękawów.




















Lala nie ma wciąż imienia, ale ma już pół drugiej siostry :) Stay tuned!

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Bonjour Marlene!


Marlene! Francuska, wiotka turystka wybrała się na jagody. Powstała w polskich Beskidach, ale odzwierciedla sentyment do francuskich plaż i prowansalskich pól. Inspiracja i wzór pochodzą z najnowszego numeru "Simply Crochet" (Boże, dziękuję Ci za wydania online!).
Autorką wzoru jest cudowna, niesamowita, zdolna i niedościgniona Isabelle Kessedjian, której książka z laleczkami ukaże się niebawem w języku angielskim (Mój Mężu - jeśli to przeczytasz - to jest wskazówka odnośnie prezentu na Boże Narodzenie!). Niestety, francuski nie jest znanym mi językiem. Ba, obawiam się, że jest to jeden z nielicznych języków, który znajduje się poza moim zasięgiem intelektualnym. Muszę więc poczekać na wersję anglojęzyczną :)
Niniejszym dziękuję Magdzie, która cierpliwie cięła włóczkę na włosy Marlene. Magda dostąpiła również zaszczytu zobaczenia Marlene w negliżu :)