Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prezent. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prezent. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Pomarańczowa miłość


Pamiętacie INDUSTRIADĘ Święto Szlaku Zabytków Techniki? Mam przyjemność współorganizować to wydarzenie już trzeci raz! Co roku spotykamy się na podsumowaniu naszych organizacyjnych działań. W tamtym roku przygotowałam prezent dla Stacji Kolejki Wąskotorowej w Rudach Raciborskich:


A w tym roku postanowiłam obdarować mój INDUteam. Z pomocą przyszedł mi magazyn "Mollie potrafi", który z miesiąca na miesiąc zyskuje moje zaufanie. (moją pierwszą recenzję możecie przeczytać TU) Teksty są nadal drętwe i żywcem tłumaczone z angielskiego na polski, ale pojawia się dużo polskich pomysłów na rękodzieło i to jest super. Serduszka z nakrętek na śrubki pochodzą właśnie od polskiej blogerki (wkleję tu linka z jej blogiem, muszę tylko znaleźć gazetę w swoim bałaganie). Moje prezenty są już gotowe - zatem wyruszam w drogę!


wtorek, 18 marca 2014

Szmaciak z Little Big Planet

To było specjalne zamówienie - miałam zrobić Szmaciaka (Sackboy), postać z gry Little Big Planet. Co prawda nigdy nie grałam w tę grę, a na dodatek nie wiedziałam o niej kompletnie nic (nawet, że istnieje), ale Szmaciak podbił moje serce, bo cały jest dziergany :)




Najbardziej podoba mi się w nim rozsuwany brzuszek, w którym można ukryć coś małego oraz otwierana buzia. A najfajniejsze jest w nim to, że na maksa podoba się mojemu Kubie :)


piątek, 14 lutego 2014

Serca nie muszą być dwa :)

Do dzisiejszego zalewu serduszek i miłości dołączam i ja :) Powyższe serduszka to część poduszki, którą robię z przeznaczeniem na letnią werandę. Miała być gotowa na Walentynki, ale cóż... Służba nie drużba, praca ważniejsza :)


I małe serduszkowe igielniczki, dla moich specjalnych Walentynek <3

Wesołych Walentynek!!!!

wtorek, 14 stycznia 2014

Kocham zakupy z głową

Lubię robić zakupy. Przyznaję się. Ale nie lubię wyrzucać pieniędzy w błoto :) Mogę powiedzieć, że w ostatnim czasie jest 1:1 w odniesieniu do tych dwóch stwierdzeń. Grudzień był dla mnie dość szalonym miesiącem, dużo pracowałam i dużo szydełkowałam, a z okazji BN postanowiłam sama się dopieścić zakupowo :) Ale po kolei:


Zacznijmy od rzeczy miłych. Sprawiłam sobie młynek do zwijania włóczki :) Dzięki serwisowi eBay oraz Panu Chińczykowi zapłaciłam za niego 15$, a przesyłkę dostałam gratis. Trochę się denerwowałam, czy aby na pewno będzie to młynek moich marzeń i czy poradzę sobie bez parasolki, ale okazało się, że nerwy zupełnie nie były potrzebne. Przy motkach bawełny i wełny rolę parasolki spełnia plastikowa miska, do której wkładam motek (plastikowa miska jest śliska, więc motek sobie w niej swobodnie podskakuje). Przy motkach typu lace sprawdza się odwrócona miednica położona niżej od mojego młynka oraz moja stopa, która odpowiednio tę miednicę podtrzymuje (ponoć wygląda to komicznie, ale działa). Pan Chińczyk dołączył do młynka skąpą instrukcję obsługi w języku angielskim, ale metodą prób i błędów udało mi się to urządzenie oswoić. I... jest cudowne! Normalnie mogłabym kręcić korbką cały dzień :) To były dobrze zainwestowane pieniądze, bo przewinięcie kłębka trwa max 4 minuty, a nitkę można wyciągać zarówno ze środka splotu, jak i z brzegu. Zdecydowanie lepiej zwija się na młynku nieco szorstką wełną niż śliski akryl, ale przy odrobinie wprawy i odpowiednim ustawieniu jakości zwijania nawet akryl wygląda cool. No i było to 15$, a nie ponad 200 zł...


Uwielbiam Isabelle Kessedijan, dlatego gdy tylko pojawiła się na rynku książka o jej lalach kupiłam ją bez zastanowienia. Do jej recenzji skłoniła mnie rozmowa z Moniką z Domu za końcem świata (pozdrawiam!) Książkę kupiłam z przekonaniem, że 50 wzorów w niej zawartych będzie dość konkretnych... No i tutaj zaliczyłam pomyłkę. Owszem jest to 50 wzorów, z czego 1 to skarpetki, drugi to buty, a trzeci to majtki, czwarty to pościel do łóżeczka, piąty to płaszczyk, którego wzór jest identyczny jak wzór na piżamkę... :) I tak do 50 :)
Tak poważnie: książka jest ładnie wydania (choć rozczarowała mnie miękka okładka), ma super zdjęcia i miło się ją przegląda, ale zdecydowany minus dostaje za:
*bardzo małą ilość wzorów, które są miejscami wtórne (np sukienki robi się w identyczny sposób i każdy, kto robił kiedykolwiek sukienkę na szydełku nie potrzebuje do tego wzoru, podobnie jak do wzoru skarpetek)
*wzorom zdarzają się błędy (zauważyłam to robiąc lalę ogrodniczkę ze wzoru Simply Crochet). Trzeba uważać i zachować zdrowy rozsądek przy wykonywaniu ubranek. A także liczyć oczka i nie opierać się sztywno na obliczeniach autorki.
*cena - nie ma co tłumaczyć, jest po prostu droga. Razem z przesyłką zapłaciłam za nią ponad 30$, czyli ponad 100 zł. Zdarzało mi się rozsądniej wydawać pieniądze na własne przyjemności :)

*w książce brakuje podstawowych informacji np. na temat mocowania włosów - a wierzcie mi mocowanie włosów nie jest proste. W lalkach Isabelle powinno się wydzielać stopy, mnie się to jeszcze nie udało i oczekiwałam, że książka mi w tym pomoże, ale niestety zamiast tej porady jest tam np. wzór na pingwina...
 

Podsumowując: nie kupiłabym jej drugi raz, ale lubię oglądać w niej obrazki. Ubranka lalek, które znajdują się u mnie na blogu w większości powstały wg mojego pomysłu i mojego wzoru (oprócz ogrodniczki i Marlene, mam nadzieję że nie pominęłam żadnej). Rozrysowuję je w zeszycie, a następnie robię i zapisuję efekty na kartce :) Łopatologicznie, ale skutecznie :) 


Prezent od męża, który dostałam jeszcze w październiku, ale Malwina zapytała o niego wczoraj i pomyślałam, że warto o nim przypomnieć. Szydełka KnitPro - fantastyczne! Zero przeciążeń w nadgarstku, zero zmęczonego ramienia, zero dziur w rękach (potrafiłam zrobić sobie dziurę w dłoni). I najważniejsze dla mnie: obgryzam szydełka, kiedy się nad czymś zastanawiam - to nie jest bezpieczne, o nie! Dzięki gumowym końcówkom nie robię sobie krzywdy :)
A teraz uwagi dla bardziej zrównoważonych szydełkowiczek. Razem z Anią doszłyśmy do wniosku, że dzięki szydełkom KnitPro splot włóczki jest jakby ciaśniejszy i bardziej dokładny. Być może jest tak dlatego, że meta z którego wykonane jest szydełko jest idealnie śliski, a długość szydełka dobrze dopasowana do wielkości dłoni - to sprawia że ruchy są rytmiczne, a wzór dokładniejszy. Ale to może być tylko nasza teoria :D
(P.S. Szydełka nie mają wad... :)  )


No i ostatnia gwiazda dzisiejszego wpisu. Zamówiłam prenumeratę "Mollie potrafi". Dostałam pierwszy numer tydzień temu. Oczywiście prenumeratę zamówiłam ZANIM poszłam do Empiku i obejrzałam pierwszy numer na półce. Mój błąd i moja ekscytacja. Jako wierna czytelniczka wszystkich anglojęzycznych Mollie Makes oraz Simply Crochet oraz Crochet Today, jako była mieszkanka Irlandii z dostępem do ichniejszych gazet i materiałów, po prostu oczekiwałam zbyt wiele :) Nie chcę spisywać polskiej Mollie na straty, ale tak się akurat złożyło, że posiadałam ten numer w wersji anglojęzycznej i porównałam jego zawartość z polskim wydaniem.
Plusy (jako optymistka zaczynam od plusów):
* mamy polskie wydanie
* opisy robótek są w miarę klarowne
* mają reklamy polskich sklepów z akcesoriami do robótek ręcznych

Minusy (wylicze tylko najważniejsze):
* gazeta jest żywcem przetłumaczona z angielskiego, co sprawia że miejscami język w niej użyty jest tak sztywny i techniczny jak tylko jest to możliwe, a czasami jest po protu dziwnie. Np. tytuł "Dzikie dzieci" :D:D
* część akcesoriów użytych do wykonania np. abażuru jest w PL niedostępna. I tutaj możecie powiedzieć: no trudno, ale skoro to przedruk... Właśnie problem polega na tym, że "Mollie potrafi" wydanie pierwsze jest kompilacją różnych artykułów z różnych numerów Mollie. Skoro autorzy wybierają różne tematy, to mogliby sprawdzać czy prace te da się wykonać w polskich warunkach.
* jeśli polska Mollie potrafi chce pokazywać, wzorem swojej zagranicznej koleżanki, ciekawe prace "handmade" to byłoby miło gdyby zaprosiła do współpracy którąś z polskich blogerek, która na pewno bliższa będzie sercu Polek niż obcobrzmiące nazwiska w całej gazecie. To samo tyczy się przedstawianych w formie "nowości i ciekawostek" produktów handmade: nikt z redaktorów nie zadał sobie trudu, by zamiast ślepo przedrukować złote żołędzie z brytyjskiego wydania, sięgnąć po pracę kogoś z Polski. Nie mówiąc już o tym, że mając polskich reklamodawców nie przedstawiono ani jednego produktu z polskiego sklepu. Nie chcę rdzennie polskiej gazety, ale chcę miksa :)

Wybaczcie jeśli Was zanudziłam. Media i prasa oraz handmade to moje pasje. Pracuję w mediach od kilku lat i czekałam z niecierpliwością na pierwszy magazyn handmade'owy z prawdziwego zdarzenia.
Jeśli czyta to ktoś z redakcji: Lubię polską Mollie, ale chcę żeby była bardziej nasza, mnie anonimowa. Bądźcie tak mili i weźcie pod uwagę moje drobne uwagi. Nie spisuję moich 48 zł na straty - wierzę, że jeszcze mnie zaskoczycie :)

czwartek, 19 grudnia 2013

Prezenty jeszcze przed świętami :)

Do bardzo niegrzecznych dziewczynek Gwiazdka przychodzi jeszcze przed Świętami :) Ja dostałam prezent od Ani jeszcze przed połową grudnia i naprawdę codziennie się w niego gapię :)


Pudełko (własnoręcznie zrobione przez A.) pełne jest mega przydatnych rzeczy: długich szpilek do blokowania robótek, pozłacanych i metalicznych nici, cudownych guzików i... naprawdę cudownego wosku pszczelego do barwienia lalom policzków :) Normalnie mogłabym z tym pudelkiem spać (ale mój mąż nie chce)!


Książka o szydełkowych lalach przywędrowała do mnie kilka dni temu w poważnie zapakowanej kopercie z wielkimi pieczęciami Izby Celnej w Gdańsku. Celnicy to są farciarze - przeczytali ją wcześniej ode mnie!


Mój teść i przyszywana teściowa dają mi dużo prezentów zupełnie bez powodu, więc gazety, które przywędrowały do mnie z Irlandii w kopercie były zaskoczeniem, jedynie pod względem trafności tematu. Obydwie gazety obiecuję przewertować od deski do deski. Co więcej! Inside Crochet zainspirowało mnie do tego stopnia, że postanowiłam zrobić w końcu coś tylko dla siebie i w święta siadam do robienia swetra :) Z tego powodu sama zrobiłam sobie prezent i kupiłam pół kilo pięknej Alpaki w ceglanym kolorze :)

A jutro kolejny post, nabrałam takiego tempa w robieniu zabawek, że zadziwiam samą siebie :)

poniedziałek, 28 października 2013

Wspomnienie weekendu


Weekend przeleciał mi tak szybko, że dopiero dzisiaj rano zorientowałam się, że nastał poniedziałek. Sobota była niezwykle miła: rano dostałam od mojego Kuby prezent - kolorowe szydełka KnitPro! Marzyłam o nich przez kilka miesięcy :) Nie ukrywam, że zwróciłam na nie uwagę ze względu na urocze kolory, nie przypuszczałam, że są tak wygodne! Ania co prawda szydełkuje na nich od dawna i jest bardzo zadowolona, ale mnie to jakoś nie przekonywało. Jednak... są naprawdę OK. Przyjemnie się je trzyma, nie wyślizgują się z dłoni, nadgarstek jest jakby "odciążony". Naprawdę polecam. Moje szydełka mają zielony pokrowiec w kształcie litery D.


Później pojechałam do BB i zaszalałam na zakupach. Kupiłam trochę tkanin, tasiemek, obręcze do szydełkowania i... drewniane szpulki! Uwielbiam takie retro gadżety :)


A później nastąpiło miłe popołudnie z Waszymi komentarzami na moim blogu :) Niedziela to już czas szydełkowania. Przykręciłam tempo i mam już prawie gotowe dwie lale. Myślę, że niebawem Wam je pokażę. Zaczęłam szyć i, ku memu zaskoczeniu, całkiem nieźle mi idzie :) Wszystko pokażę - obiecuję. W pracy czeka mnie pracowity tydzień, ale mam nadzieję, że uda mi się tu szybko powrócić z nowym postem :)


wtorek, 15 października 2013

Jesienny prezent :)


Urodziłam się na wiosnę, wtedy mam najwięcej energii. Jesienią zapadam w letarg, wyciszam się przed zimą. W domu mam kanapę "przytulajkę", w górskim domu fotel. Obowiązkowo herbata. No i szydełko. Moja wydajność szydełkowa jesienią znacznie wzrasta, może to zasługa herbaty, a może tego wyciszenia.

Filiżanki (mam dwie) dostałam od męża. Dzisiaj szydełkuję wieczorem z Anią - będzie okazja do wypróbowania zestawu :)