Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włóczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włóczka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 grudnia 2014

piątek, 19 września 2014

Różyczka


Jak już wspominałam wakacje w Skandynawii były wspaniałe! Mnóstwo inspiracji, kolorów, mgieł, słońca ostrego jak brzytwa...

Róża to szwedzka specjalność. Rośnie wszędzie - dziko na polach, przy zamkach i pałacach, w miejskich kwietnikach i w przydomowych ogródkach. Ciekawostką jest, że narodowa, letnia szwedzka zupa to chłodnik z owoców dzikiej róży ze śmietaną :)



Pozdrawiam!


wtorek, 2 września 2014

sierpień

Koniec lata... Sierpień. Wrzesień. Nie jestem jesienną dziewczyną. Urodziłam się wiosną i do życia napędza mnie słońce i chłodny wiosenny wiatr. Nie lubię upałów, dlatego od wakacji w Toskanii, wolę wakacje w Skandynawii. Od przetworów w słoikach, wolę świeże nowalijki. Wolę zieleń od pomarańczu. Dlatego sierpień wyzwala we mnie ogromną energię - zdążyć nacieszyć się sobą przed pierwszym jesiennym chłodem, przed deszczem. We wrześniu jadę jeszcze często gdzieś na wakacje, by odgonić myśl o jesieni.
Gdy byłam uczennicą sierpień był dla mnie czasem wzmożonej aktywności i oczekiwaniem na rozpoczęcie roku szkolnego. Dzisiaj z dużą nostalgią wspominam zarówno moją szkołę podstawową, jak i liceum. Nie dziwię się, że co roku, tak bardzo spieszyło mi się by wrócić do szkolnej ławki - do wielu nauczycieli wróciłabym i dziś. Dlatego wczoraj szłam przez miasto i zazdrościłam uczniom powrotu do rytmu, którego ja już nie zaznam. Myślałam o tym, jak wiele jeszcze przed nimi wyborów i możliwości.
Sierpień kojarzy mi się z pożegnaniem. Ale i z pewnym początkiem. I oczekiwaniem. Na kolejny rok i na wiosnę :)

poniedziałek, 7 lipca 2014

Garderoba


Prawdziwa kobieta powinna mieć garderobę - mawia pewna moja znajoma :D Niestety, ja widocznie nie jestem prawdziwą kobietą i zadowalam się zwykłą szafą. Natomiast moje lale od niedawna mają garderobę i chyba nieźle im się powodzi.
Dzisiejszy wpis będzie krótki - siedzę wciąż w pracy i przez najbliższe dwie godziny nie wyjdę zza biurka. Wentylator dmucha mi w plecy. Naprawdę nie jet źle...


sobota, 31 maja 2014

Calineczka


Nadal pozostaję w bajkowej krainie. Moja kolekcja bajkowych postaci rośnie :) Tym razem nadszedł czas na Calineczkę. Jestem z niej wyjątkowo dumna, bo powstała w 100% spontanicznie i wg. mojego projektu. Nie miałam się na czym wzorować, więc robiłam, prułam i nadrabiałam. Ale było warto.


Lala ma sukienkę ala body, ze spódniczką z płatków kwiatów i fioletowe buciki. Lala dzięki włosom wydaje się dużo większa niż inne lale, ale to tylko złudzenie :)

Szczególnie dumna jestem z włosów. Są upięte w kok z warkoczami wplecionymi w konstrukcję koka. To była niezła frajda móc pobawić się we fryzjerkę :) Kok przewiązany jest wstążeczką, a we włosy wpięłam szydełkowego kwiata. Myślę, że ani książę ani tym bardziej kret nie oparliby się takiej piękności :)

czwartek, 15 maja 2014

a my wciąż jesteśmy w lesie...


Czerwony Kapturek okazał się strzałem w dziesiątkę, więc jego wersja blond jedzie dzisiaj do Krakowa :)
Zapowiadam serię lalek bajkowych. Realizacja już trwa, co możecie stwierdzić zerkając na wczorajszy wpis. Kto jest spostrzegawczy i może już teraz wywnioskować, która lala będzie następna? :)


wtorek, 18 marca 2014

Szmaciak z Little Big Planet

To było specjalne zamówienie - miałam zrobić Szmaciaka (Sackboy), postać z gry Little Big Planet. Co prawda nigdy nie grałam w tę grę, a na dodatek nie wiedziałam o niej kompletnie nic (nawet, że istnieje), ale Szmaciak podbił moje serce, bo cały jest dziergany :)




Najbardziej podoba mi się w nim rozsuwany brzuszek, w którym można ukryć coś małego oraz otwierana buzia. A najfajniejsze jest w nim to, że na maksa podoba się mojemu Kubie :)


wtorek, 11 marca 2014

Muchomor


Jest tak piękny, że (muszę to nieskromnie przyznać) gapię się na niego co wieczór :) Pisałam, że od kilku tygodni muchomory i inne grzyby fascynują mnie niezmiernie. Pan Muchomor powstał z potrzeby posiadania przyjaciela.

Jest z projektu Laly Lala i zdecydowanie dobrze mi się go wykonywało (w odróżnieniu od syrenki, której jeszcze nie widzieliście :))


Pan Muchomor będzie miał jeszcze brata borowika :) Ktoś chętny?

wtorek, 28 stycznia 2014

Jagoda

Mam ostatnio dobry szydełkowy czas. Być może dlatego, że w pracy dzieje się mnóstwo rzeczy (rozwój!) i moja głowa musi wieczorami odpocząć. No cóż, nie bójmy się nazwać spraw po imieniu: jestem uzależniona. Nawet do kina lubię chodzić mniej niż kiedyś, bo w kinie nie da się szydełkować! A miejsce na wakacje wybieram pod kątem: zabiorę włóczkę, przewiozę szydełko?

Mimo wszystko twierdzę, że nic w życiu nie relaksuje mnie tak, jak szydełkowanie. Konkurować może jedynie gotowanie i pieczenie. I w hołdzie miłośniczkom wypieków, wyszydełkowałam Jagodę:


















Jagoda ma rozpinaną na guziczki sukienkę, fartuszek, sandałki i babeczkę z kremem bazyliowym (!). Jagoda ma także majtaski, ale zapomniałam zrobić im zdjęcia :) Powstała seria stylizowanych majtasków, których wciąż zapominam pokazać, ale zrobię to w najbliższym czasie.


Ostatnio ciężko mi znaleźć ładne światło do zdjęć. Słońca mamy jak na lekarstwo niestety...

wtorek, 14 stycznia 2014

Kocham zakupy z głową

Lubię robić zakupy. Przyznaję się. Ale nie lubię wyrzucać pieniędzy w błoto :) Mogę powiedzieć, że w ostatnim czasie jest 1:1 w odniesieniu do tych dwóch stwierdzeń. Grudzień był dla mnie dość szalonym miesiącem, dużo pracowałam i dużo szydełkowałam, a z okazji BN postanowiłam sama się dopieścić zakupowo :) Ale po kolei:


Zacznijmy od rzeczy miłych. Sprawiłam sobie młynek do zwijania włóczki :) Dzięki serwisowi eBay oraz Panu Chińczykowi zapłaciłam za niego 15$, a przesyłkę dostałam gratis. Trochę się denerwowałam, czy aby na pewno będzie to młynek moich marzeń i czy poradzę sobie bez parasolki, ale okazało się, że nerwy zupełnie nie były potrzebne. Przy motkach bawełny i wełny rolę parasolki spełnia plastikowa miska, do której wkładam motek (plastikowa miska jest śliska, więc motek sobie w niej swobodnie podskakuje). Przy motkach typu lace sprawdza się odwrócona miednica położona niżej od mojego młynka oraz moja stopa, która odpowiednio tę miednicę podtrzymuje (ponoć wygląda to komicznie, ale działa). Pan Chińczyk dołączył do młynka skąpą instrukcję obsługi w języku angielskim, ale metodą prób i błędów udało mi się to urządzenie oswoić. I... jest cudowne! Normalnie mogłabym kręcić korbką cały dzień :) To były dobrze zainwestowane pieniądze, bo przewinięcie kłębka trwa max 4 minuty, a nitkę można wyciągać zarówno ze środka splotu, jak i z brzegu. Zdecydowanie lepiej zwija się na młynku nieco szorstką wełną niż śliski akryl, ale przy odrobinie wprawy i odpowiednim ustawieniu jakości zwijania nawet akryl wygląda cool. No i było to 15$, a nie ponad 200 zł...


Uwielbiam Isabelle Kessedijan, dlatego gdy tylko pojawiła się na rynku książka o jej lalach kupiłam ją bez zastanowienia. Do jej recenzji skłoniła mnie rozmowa z Moniką z Domu za końcem świata (pozdrawiam!) Książkę kupiłam z przekonaniem, że 50 wzorów w niej zawartych będzie dość konkretnych... No i tutaj zaliczyłam pomyłkę. Owszem jest to 50 wzorów, z czego 1 to skarpetki, drugi to buty, a trzeci to majtki, czwarty to pościel do łóżeczka, piąty to płaszczyk, którego wzór jest identyczny jak wzór na piżamkę... :) I tak do 50 :)
Tak poważnie: książka jest ładnie wydania (choć rozczarowała mnie miękka okładka), ma super zdjęcia i miło się ją przegląda, ale zdecydowany minus dostaje za:
*bardzo małą ilość wzorów, które są miejscami wtórne (np sukienki robi się w identyczny sposób i każdy, kto robił kiedykolwiek sukienkę na szydełku nie potrzebuje do tego wzoru, podobnie jak do wzoru skarpetek)
*wzorom zdarzają się błędy (zauważyłam to robiąc lalę ogrodniczkę ze wzoru Simply Crochet). Trzeba uważać i zachować zdrowy rozsądek przy wykonywaniu ubranek. A także liczyć oczka i nie opierać się sztywno na obliczeniach autorki.
*cena - nie ma co tłumaczyć, jest po prostu droga. Razem z przesyłką zapłaciłam za nią ponad 30$, czyli ponad 100 zł. Zdarzało mi się rozsądniej wydawać pieniądze na własne przyjemności :)

*w książce brakuje podstawowych informacji np. na temat mocowania włosów - a wierzcie mi mocowanie włosów nie jest proste. W lalkach Isabelle powinno się wydzielać stopy, mnie się to jeszcze nie udało i oczekiwałam, że książka mi w tym pomoże, ale niestety zamiast tej porady jest tam np. wzór na pingwina...
 

Podsumowując: nie kupiłabym jej drugi raz, ale lubię oglądać w niej obrazki. Ubranka lalek, które znajdują się u mnie na blogu w większości powstały wg mojego pomysłu i mojego wzoru (oprócz ogrodniczki i Marlene, mam nadzieję że nie pominęłam żadnej). Rozrysowuję je w zeszycie, a następnie robię i zapisuję efekty na kartce :) Łopatologicznie, ale skutecznie :) 


Prezent od męża, który dostałam jeszcze w październiku, ale Malwina zapytała o niego wczoraj i pomyślałam, że warto o nim przypomnieć. Szydełka KnitPro - fantastyczne! Zero przeciążeń w nadgarstku, zero zmęczonego ramienia, zero dziur w rękach (potrafiłam zrobić sobie dziurę w dłoni). I najważniejsze dla mnie: obgryzam szydełka, kiedy się nad czymś zastanawiam - to nie jest bezpieczne, o nie! Dzięki gumowym końcówkom nie robię sobie krzywdy :)
A teraz uwagi dla bardziej zrównoważonych szydełkowiczek. Razem z Anią doszłyśmy do wniosku, że dzięki szydełkom KnitPro splot włóczki jest jakby ciaśniejszy i bardziej dokładny. Być może jest tak dlatego, że meta z którego wykonane jest szydełko jest idealnie śliski, a długość szydełka dobrze dopasowana do wielkości dłoni - to sprawia że ruchy są rytmiczne, a wzór dokładniejszy. Ale to może być tylko nasza teoria :D
(P.S. Szydełka nie mają wad... :)  )


No i ostatnia gwiazda dzisiejszego wpisu. Zamówiłam prenumeratę "Mollie potrafi". Dostałam pierwszy numer tydzień temu. Oczywiście prenumeratę zamówiłam ZANIM poszłam do Empiku i obejrzałam pierwszy numer na półce. Mój błąd i moja ekscytacja. Jako wierna czytelniczka wszystkich anglojęzycznych Mollie Makes oraz Simply Crochet oraz Crochet Today, jako była mieszkanka Irlandii z dostępem do ichniejszych gazet i materiałów, po prostu oczekiwałam zbyt wiele :) Nie chcę spisywać polskiej Mollie na straty, ale tak się akurat złożyło, że posiadałam ten numer w wersji anglojęzycznej i porównałam jego zawartość z polskim wydaniem.
Plusy (jako optymistka zaczynam od plusów):
* mamy polskie wydanie
* opisy robótek są w miarę klarowne
* mają reklamy polskich sklepów z akcesoriami do robótek ręcznych

Minusy (wylicze tylko najważniejsze):
* gazeta jest żywcem przetłumaczona z angielskiego, co sprawia że miejscami język w niej użyty jest tak sztywny i techniczny jak tylko jest to możliwe, a czasami jest po protu dziwnie. Np. tytuł "Dzikie dzieci" :D:D
* część akcesoriów użytych do wykonania np. abażuru jest w PL niedostępna. I tutaj możecie powiedzieć: no trudno, ale skoro to przedruk... Właśnie problem polega na tym, że "Mollie potrafi" wydanie pierwsze jest kompilacją różnych artykułów z różnych numerów Mollie. Skoro autorzy wybierają różne tematy, to mogliby sprawdzać czy prace te da się wykonać w polskich warunkach.
* jeśli polska Mollie potrafi chce pokazywać, wzorem swojej zagranicznej koleżanki, ciekawe prace "handmade" to byłoby miło gdyby zaprosiła do współpracy którąś z polskich blogerek, która na pewno bliższa będzie sercu Polek niż obcobrzmiące nazwiska w całej gazecie. To samo tyczy się przedstawianych w formie "nowości i ciekawostek" produktów handmade: nikt z redaktorów nie zadał sobie trudu, by zamiast ślepo przedrukować złote żołędzie z brytyjskiego wydania, sięgnąć po pracę kogoś z Polski. Nie mówiąc już o tym, że mając polskich reklamodawców nie przedstawiono ani jednego produktu z polskiego sklepu. Nie chcę rdzennie polskiej gazety, ale chcę miksa :)

Wybaczcie jeśli Was zanudziłam. Media i prasa oraz handmade to moje pasje. Pracuję w mediach od kilku lat i czekałam z niecierpliwością na pierwszy magazyn handmade'owy z prawdziwego zdarzenia.
Jeśli czyta to ktoś z redakcji: Lubię polską Mollie, ale chcę żeby była bardziej nasza, mnie anonimowa. Bądźcie tak mili i weźcie pod uwagę moje drobne uwagi. Nie spisuję moich 48 zł na straty - wierzę, że jeszcze mnie zaskoczycie :)

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Mała Dora

Wróciłam. I piszę do Was z samego środka marazmu, który zaległ w mojej głowie na widok papierów i dokumentów na moim biurku. Korzystając z okazji, że moje tempo robótkowe spadło niemal do zera, przedstawiam Dorę. Zrobiłam ją jeszcze przed świętami, na zamówienie.


Ostatnio dostałam dużo prezentów, zrobiłam też sporo robótkowych zakupów. Część okazała się trafiona, a część nieco mniej :) W następnym poście pokażę moje skarby i posączę trochę jadu :)

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Emilka&Iza


Zawsze chciałam mieć siostrę. Siostra to jest ktoś, kto zawsze będzie obok Ciebie i na kogo zawsze możesz liczyć. Tak mi się wydaje :) Mam brata, który ma ze mną dobry kontakt, jednak jest facetem, no wiecie ;) Dzięki Bogu mam mnóstwo cudownych kuzynek, dlatego wiedziałam o co chodzi, gdy skontaktowała się ze mną J. i zamówiła dla swoich córek lale :) Dziewczyny zazdroszczę Wam mamy i siebie nawzajem :)























Takich dwóch jak nas trzy, to nie ma ani jednej :)























Mam nadzieję, że Święta będą dla wszystkich radosne, zupełnie tak jak dla mnie radosne było wykonywanie lal :)

P.S. Naprawdę cudnie jest mieć siostrę :)

niedziela, 22 grudnia 2013

Majtki są ważne :)


W zimie trzeba nosić majtki - mawiała mam mojej koleżanki... Mam nadzieję, że miała na myśli ciepłe majtki :) Moje lale mają już majtki, zima nie jest im więc straszna. A ponieważ wybieramy się do Włoch, jedna z lal dostała kostium kąpielowy :)


Kąpiel w Toskanii o tej porze roku, raczej nie jest możliwa, ale warto być przygotowanym na wszelkie wybryki pogodowe. Dobre bikini trzeba mieć przy sobie - w końcu waży tyle co nic :)

P.S. Jutro pokażę Wam dwie lale - zrobiłam je dla pewnych małych siostrzyczek :)

piątek, 20 grudnia 2013

coś dla mnie


Zrobić coś dla siebie. Ta myśl prześladuje mnie ostatnio niemal ciągle. Zapomnieć na chwilę o pracy, o końcu roku, podatkach, wypłatach. Uciec gdzieś daleko i zaszyć się w sobie. Taki jest plan. Realizację rozpoczęłam od obiecania samej sobie, że w Święta, które spędzimy u moich rodziców, nie tknę się zabawek i nawet nie będę (za bardzo) o nich myśleć. Wyszydełkuję za to dla siebie sweter. 


Miękki sweter z Alpaki. Dziewczęcy i uroczy w kolorze cegły.


A na Sylwestra jedziemy do mojej ukochanej Toskanii, do mamy mojego męża :) Będę siedzieć nad morzem i szydełkować - I <3 it! :)

Do zobaczenia jutro, bo muszę pokazać nowe zabawki :)

czwartek, 19 grudnia 2013

Prezenty jeszcze przed świętami :)

Do bardzo niegrzecznych dziewczynek Gwiazdka przychodzi jeszcze przed Świętami :) Ja dostałam prezent od Ani jeszcze przed połową grudnia i naprawdę codziennie się w niego gapię :)


Pudełko (własnoręcznie zrobione przez A.) pełne jest mega przydatnych rzeczy: długich szpilek do blokowania robótek, pozłacanych i metalicznych nici, cudownych guzików i... naprawdę cudownego wosku pszczelego do barwienia lalom policzków :) Normalnie mogłabym z tym pudelkiem spać (ale mój mąż nie chce)!


Książka o szydełkowych lalach przywędrowała do mnie kilka dni temu w poważnie zapakowanej kopercie z wielkimi pieczęciami Izby Celnej w Gdańsku. Celnicy to są farciarze - przeczytali ją wcześniej ode mnie!


Mój teść i przyszywana teściowa dają mi dużo prezentów zupełnie bez powodu, więc gazety, które przywędrowały do mnie z Irlandii w kopercie były zaskoczeniem, jedynie pod względem trafności tematu. Obydwie gazety obiecuję przewertować od deski do deski. Co więcej! Inside Crochet zainspirowało mnie do tego stopnia, że postanowiłam zrobić w końcu coś tylko dla siebie i w święta siadam do robienia swetra :) Z tego powodu sama zrobiłam sobie prezent i kupiłam pół kilo pięknej Alpaki w ceglanym kolorze :)

A jutro kolejny post, nabrałam takiego tempa w robieniu zabawek, że zadziwiam samą siebie :)

środa, 18 grudnia 2013

Emilka


Miesiąc temu napisała do mnie Agnieszka, moja koleżanka z podstawówki. Poprosiła o Lalę dla swojej córki Emilki - Pierwszą Lalę.
Pierwsza Lala jest najważniejsza, zapada w pamięci na całe życie i staje się często najlepszym przyjacielem z dzieciństwa. Pierwsze Lale powinny być miękkie, miłe i przytulankowe, takie do wypłakania smutków i do dzielenia się entuzjazmem. Taka właśnie jest Emilka.


Emilka dla Emilki miała nie być różowa (udało się!). Ta lala dostała dodatkowo majtki w prezencie :)


Sukienka oraz bielizna są zdejmowane i można zastąpić je innym ubraniem, a rumieńce wykonałam woskiem pszczelim. Lala ma zblokowane włosy i nadaje się do prania (raczej ręcznego).


Zobaczymy czy spodoba się Agnieszce i Emilce (podróżuje już do nich w paczce :))


Mnóstwo nowych spraw się dzieje, będę tu jutro z nowym postem!