Translate
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ulala. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ulala. Pokaż wszystkie posty
środa, 5 listopada 2014
piątek, 19 września 2014
Różyczka
Jak już wspominałam wakacje w Skandynawii były wspaniałe! Mnóstwo inspiracji, kolorów, mgieł, słońca ostrego jak brzytwa...
środa, 17 września 2014
Różnie bywa
wtorek, 2 września 2014
sierpień
Koniec lata... Sierpień. Wrzesień. Nie jestem jesienną dziewczyną. Urodziłam się wiosną i do życia napędza mnie słońce i chłodny wiosenny wiatr. Nie lubię upałów, dlatego od wakacji w Toskanii, wolę wakacje w Skandynawii. Od przetworów w słoikach, wolę świeże nowalijki. Wolę zieleń od pomarańczu. Dlatego sierpień wyzwala we mnie ogromną energię - zdążyć nacieszyć się sobą przed pierwszym jesiennym chłodem, przed deszczem. We wrześniu jadę jeszcze często gdzieś na wakacje, by odgonić myśl o jesieni.
Gdy byłam uczennicą sierpień był dla mnie czasem wzmożonej aktywności i oczekiwaniem na rozpoczęcie roku szkolnego. Dzisiaj z dużą nostalgią wspominam zarówno moją szkołę podstawową, jak i liceum. Nie dziwię się, że co roku, tak bardzo spieszyło mi się by wrócić do szkolnej ławki - do wielu nauczycieli wróciłabym i dziś. Dlatego wczoraj szłam przez miasto i zazdrościłam uczniom powrotu do rytmu, którego ja już nie zaznam. Myślałam o tym, jak wiele jeszcze przed nimi wyborów i możliwości.
Sierpień kojarzy mi się z pożegnaniem. Ale i z pewnym początkiem. I oczekiwaniem. Na kolejny rok i na wiosnę :)
Gdy byłam uczennicą sierpień był dla mnie czasem wzmożonej aktywności i oczekiwaniem na rozpoczęcie roku szkolnego. Dzisiaj z dużą nostalgią wspominam zarówno moją szkołę podstawową, jak i liceum. Nie dziwię się, że co roku, tak bardzo spieszyło mi się by wrócić do szkolnej ławki - do wielu nauczycieli wróciłabym i dziś. Dlatego wczoraj szłam przez miasto i zazdrościłam uczniom powrotu do rytmu, którego ja już nie zaznam. Myślałam o tym, jak wiele jeszcze przed nimi wyborów i możliwości.
Sierpień kojarzy mi się z pożegnaniem. Ale i z pewnym początkiem. I oczekiwaniem. Na kolejny rok i na wiosnę :)
piątek, 27 czerwca 2014
Nie robię na drutach
Szydełko to jest moje środowisko. Szydełko to jest to, co lubię najbardziej. Ale na szydełku nie wszystko można zrobić tak jakby się chciało.
Robię teraz lalę zainspirowaną francuską modą lat 50. i wymyśliłam, że lala będzie miała długi szalik zrobiony na drutach. Założenie było proste: długi, miękki z frędzelkami. Najpierw spróbowałam oszukać naturę i robiłam go na szydełku, ale wyszedł albo sztywny (na mniejszym szydełku), albo zbyt "lelawy"(na grubszym).
W poniedziałek pomyślałam: trudno. Trzeba zrobić szalik na drutach. A że jedyne, co umiem robić na drutach to szalik, usiadłam pewna swych umiejętności i dziergałam przez prawie 3 popołudnia szalik, który widzicie powyżej. Metoda była równie prosta, jak budowa szalika: rząd oczek prawych, rząd oczek lewych. I tak do znudzenia. Szalik oczywiście się skręcał w "rurkę", ale ja wierzyłam, że po wypraniu i naciągnięciu, rurka ta stanie się płaskim, cudownym, granatowym szalikiem. Nie stała się. Mimo prania i suszenia nadal jest rurką. A wyprasowanie jej sprawiło, że jest teraz wstążką.
A teraz morał: DLACZEGO NIE WARTO TERRORYZOWAĆ RODZICÓW I CZASEM NALEŻY ZAPYTAĆ ICH O ZDANIE?
W tym tygodniu jest u mnie moja mama, która każdego wieczoru przyglądała się jak walczę z drutami. Gdy wczoraj załamałam się na smętną rurką, a następnie wstążka zwisającą z mojej dłoni, mama powiedziała:
- K. Gdybyś robiła na początku każdego rzędu przeciwne oczko, to szalik byłby prosty i taki jak sobie go wymarzyłaś.
Ja: Ale mamo! Robiłam go 3 dni, a Ty mi dopiero teraz mówisz, jak powinnam go zrobić?!
Moja mama: Ty się nigdy o nic nie pytasz, więc uznałam, że masz jakiś sposób na wyprostowanie tego szalika...
Bycie upartym i samodzielnym dzieckiem ma swoje wady: kiedy jesteś dorosły rodzicom osłabia się czujność na Twoje pomyłki :D
Robię teraz lalę zainspirowaną francuską modą lat 50. i wymyśliłam, że lala będzie miała długi szalik zrobiony na drutach. Założenie było proste: długi, miękki z frędzelkami. Najpierw spróbowałam oszukać naturę i robiłam go na szydełku, ale wyszedł albo sztywny (na mniejszym szydełku), albo zbyt "lelawy"(na grubszym).
W poniedziałek pomyślałam: trudno. Trzeba zrobić szalik na drutach. A że jedyne, co umiem robić na drutach to szalik, usiadłam pewna swych umiejętności i dziergałam przez prawie 3 popołudnia szalik, który widzicie powyżej. Metoda była równie prosta, jak budowa szalika: rząd oczek prawych, rząd oczek lewych. I tak do znudzenia. Szalik oczywiście się skręcał w "rurkę", ale ja wierzyłam, że po wypraniu i naciągnięciu, rurka ta stanie się płaskim, cudownym, granatowym szalikiem. Nie stała się. Mimo prania i suszenia nadal jest rurką. A wyprasowanie jej sprawiło, że jest teraz wstążką.
A teraz morał: DLACZEGO NIE WARTO TERRORYZOWAĆ RODZICÓW I CZASEM NALEŻY ZAPYTAĆ ICH O ZDANIE?
W tym tygodniu jest u mnie moja mama, która każdego wieczoru przyglądała się jak walczę z drutami. Gdy wczoraj załamałam się na smętną rurką, a następnie wstążka zwisającą z mojej dłoni, mama powiedziała:
- K. Gdybyś robiła na początku każdego rzędu przeciwne oczko, to szalik byłby prosty i taki jak sobie go wymarzyłaś.
Ja: Ale mamo! Robiłam go 3 dni, a Ty mi dopiero teraz mówisz, jak powinnam go zrobić?!
Moja mama: Ty się nigdy o nic nie pytasz, więc uznałam, że masz jakiś sposób na wyprostowanie tego szalika...
Bycie upartym i samodzielnym dzieckiem ma swoje wady: kiedy jesteś dorosły rodzicom osłabia się czujność na Twoje pomyłki :D
poniedziałek, 23 czerwca 2014
Mały kwiatek
Blond Stokrotka jedzie do Szkocji! Zrobiona na zamówienie lala, odjeżdża niebawem na szkockie wrzosowiska. Trochę jej zazdroszczę :)
Poniżej przedstawiam proces pakowania lal:
I voila! Zapakowane i gotowe do pocztowej podróży! :)
wtorek, 17 czerwca 2014
W końcu!
Po długich próbach, podejściach i podchodach w końcu jest! Otworzyłam sklep :) Na razie w języku angielskim (a przynajmniej mam nadzieję, że jest to język angielski), ale niebawem także po polsku. Po prostu jest. Prosty, nieprzegadany, założony na moim ulubionym portalu zakupowym - w skrócie: mój.
Zapraszam :)
poniedziałek, 9 czerwca 2014
Wróżka
Gdy przeczytałam o nowym wyzwaniu na Art-Piaskownicy do głowy przyszła mi wróżka. I po raz pierwszy postanowiłam włączyć się w tę zabawę.
Jestem na maksa dumna zwłaszcza ze skrzydełek. Wróżka ma nawet niebieskie majtaski (zapomniałam pstryknąć fotkę). Zabawa w Art-Piaskownicy trafiła w 100% w moje upodobania. Uwielbiam pastelowe kolory:
To nie koniec :) Będzie jeszcze jedna lala do wyzwania :)
sobota, 31 maja 2014
Calineczka
Nadal pozostaję w bajkowej krainie. Moja kolekcja bajkowych postaci rośnie :) Tym razem nadszedł czas na Calineczkę. Jestem z niej wyjątkowo dumna, bo powstała w 100% spontanicznie i wg. mojego projektu. Nie miałam się na czym wzorować, więc robiłam, prułam i nadrabiałam. Ale było warto.
Lala ma sukienkę ala body, ze spódniczką z płatków kwiatów i fioletowe buciki. Lala dzięki włosom wydaje się dużo większa niż inne lale, ale to tylko złudzenie :)
Szczególnie dumna jestem z włosów. Są upięte w kok z warkoczami wplecionymi w konstrukcję koka. To była niezła frajda móc pobawić się we fryzjerkę :) Kok przewiązany jest wstążeczką, a we włosy wpięłam szydełkowego kwiata. Myślę, że ani książę ani tym bardziej kret nie oparliby się takiej piękności :)
Autor:
Ulala
o
17:19
3 komentarze:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
amigurumi,
bajka,
bajki,
Calineczka,
doll,
dzieci,
dziewczynka,
hand made,
handmade,
lalka,
Pierwsza Lala,
szydełko,
Ulala,
włóczka,
zabawka,
zabawki
czwartek, 15 maja 2014
a my wciąż jesteśmy w lesie...
Czerwony Kapturek okazał się strzałem w dziesiątkę, więc jego wersja blond jedzie dzisiaj do Krakowa :)
Zapowiadam serię lalek bajkowych. Realizacja już trwa, co możecie stwierdzić zerkając na wczorajszy wpis. Kto jest spostrzegawczy i może już teraz wywnioskować, która lala będzie następna? :)
wtorek, 15 kwietnia 2014
Stokrotka
Gdzie strumyk płynie z wolna,
Rozsiewa zioła maj,
Stokrotka rosła polna
A nad nią szumiał gaj.
Stokrotka powstała na zamówienie i wcale nie miała być stokrotką - mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone :)
Stokrotki są oczywiście żywe i można, a nawet należy, je wyjąć, ale wydaje mi się, że to nie ujmuje lalce uroku.
Rozsiewa zioła maj,
Stokrotka rosła polna
A nad nią szumiał gaj.
Stokrotka powstała na zamówienie i wcale nie miała być stokrotką - mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone :)
Stokrotki są oczywiście żywe i można, a nawet należy, je wyjąć, ale wydaje mi się, że to nie ujmuje lalce uroku.
Autor:
Ulala
o
10:06
9 komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
amigurumi,
Babette,
crochet,
dziewczynka,
Emilka,
hand made,
handmade,
Isabelle Kessedjian,
Iza,
Jagoda,
lalka,
Marlene,
Pierwsza Lala,
Stokrotka,
szydełko,
Ulala,
zabawka,
zabawki,
Zosia
czwartek, 10 kwietnia 2014
Kto kocha króliczka?
Wiosną zawsze zakochuję się w królikach. Ta fascynacja trwa od miesiąca do dwóch i zazwyczaj kończy się pod koniec kwietnia. Moje szydełkownaie zabawek rozpoczęło się właśnie od królików (chętnych zapraszam tu). Lubię obserwować pobocza dróg wiosną, szczególnie gdy jeździmy wieczorami - zawsze czmychnie w rowie jakiś zając :)
Tym razem do sesji z królikiem została zaangażowana Mirka - nasz kot :) Mirka jest zawsze bardzo zaangażowana gdy robimy jej zdjęcia (nic nie dzieje się bez przyczyny - ona uwielbia gdy ja nosimy i przytulamy). A z tyłu widać kawałek naszego balkonu i katowickiej moderny :)
Wieczory mam ostatnio bardzo pracowite, ale zdarza mi się usiąść przy maszynie - w końcu idzie wiosna, czas na nowy outfit!
Tym razem do sesji z królikiem została zaangażowana Mirka - nasz kot :) Mirka jest zawsze bardzo zaangażowana gdy robimy jej zdjęcia (nic nie dzieje się bez przyczyny - ona uwielbia gdy ja nosimy i przytulamy). A z tyłu widać kawałek naszego balkonu i katowickiej moderny :)
Wieczory mam ostatnio bardzo pracowite, ale zdarza mi się usiąść przy maszynie - w końcu idzie wiosna, czas na nowy outfit!
wtorek, 14 stycznia 2014
Kocham zakupy z głową
Lubię robić zakupy. Przyznaję się. Ale nie lubię wyrzucać pieniędzy w błoto :) Mogę powiedzieć, że w ostatnim czasie jest 1:1 w odniesieniu do tych dwóch stwierdzeń. Grudzień był dla mnie dość szalonym miesiącem, dużo pracowałam i dużo szydełkowałam, a z okazji BN postanowiłam sama się dopieścić zakupowo :) Ale po kolei:
Zacznijmy od rzeczy miłych. Sprawiłam sobie młynek do zwijania włóczki :) Dzięki serwisowi eBay oraz Panu Chińczykowi zapłaciłam za niego 15$, a przesyłkę dostałam gratis. Trochę się denerwowałam, czy aby na pewno będzie to młynek moich marzeń i czy poradzę sobie bez parasolki, ale okazało się, że nerwy zupełnie nie były potrzebne. Przy motkach bawełny i wełny rolę parasolki spełnia plastikowa miska, do której wkładam motek (plastikowa miska jest śliska, więc motek sobie w niej swobodnie podskakuje). Przy motkach typu lace sprawdza się odwrócona miednica położona niżej od mojego młynka oraz moja stopa, która odpowiednio tę miednicę podtrzymuje (ponoć wygląda to komicznie, ale działa). Pan Chińczyk dołączył do młynka skąpą instrukcję obsługi w języku angielskim, ale metodą prób i błędów udało mi się to urządzenie oswoić. I... jest cudowne! Normalnie mogłabym kręcić korbką cały dzień :) To były dobrze zainwestowane pieniądze, bo przewinięcie kłębka trwa max 4 minuty, a nitkę można wyciągać zarówno ze środka splotu, jak i z brzegu. Zdecydowanie lepiej zwija się na młynku nieco szorstką wełną niż śliski akryl, ale przy odrobinie wprawy i odpowiednim ustawieniu jakości zwijania nawet akryl wygląda cool. No i było to 15$, a nie ponad 200 zł...
Uwielbiam Isabelle Kessedijan, dlatego gdy tylko pojawiła się na rynku książka o jej lalach kupiłam ją bez zastanowienia. Do jej recenzji skłoniła mnie rozmowa z Moniką z Domu za końcem świata (pozdrawiam!) Książkę kupiłam z przekonaniem, że 50 wzorów w niej zawartych będzie dość konkretnych... No i tutaj zaliczyłam pomyłkę. Owszem jest to 50 wzorów, z czego 1 to skarpetki, drugi to buty, a trzeci to majtki, czwarty to pościel do łóżeczka, piąty to płaszczyk, którego wzór jest identyczny jak wzór na piżamkę... :) I tak do 50 :)
Tak poważnie: książka jest ładnie wydania (choć rozczarowała mnie miękka okładka), ma super zdjęcia i miło się ją przegląda, ale zdecydowany minus dostaje za:
*bardzo małą ilość wzorów, które są miejscami wtórne (np sukienki robi się w identyczny sposób i każdy, kto robił kiedykolwiek sukienkę na szydełku nie potrzebuje do tego wzoru, podobnie jak do wzoru skarpetek)
*wzorom zdarzają się błędy (zauważyłam to robiąc lalę ogrodniczkę ze wzoru Simply Crochet). Trzeba uważać i zachować zdrowy rozsądek przy wykonywaniu ubranek. A także liczyć oczka i nie opierać się sztywno na obliczeniach autorki.
*cena - nie ma co tłumaczyć, jest po prostu droga. Razem z przesyłką zapłaciłam za nią ponad 30$, czyli ponad 100 zł. Zdarzało mi się rozsądniej wydawać pieniądze na własne przyjemności :)
*w książce brakuje podstawowych informacji np. na temat mocowania włosów - a wierzcie mi mocowanie włosów nie jest proste. W lalkach Isabelle powinno się wydzielać stopy, mnie się to jeszcze nie udało i oczekiwałam, że książka mi w tym pomoże, ale niestety zamiast tej porady jest tam np. wzór na pingwina...
Podsumowując: nie kupiłabym jej drugi raz, ale lubię oglądać w niej obrazki. Ubranka lalek, które znajdują się u mnie na blogu w większości powstały wg mojego pomysłu i mojego wzoru (oprócz ogrodniczki i Marlene, mam nadzieję że nie pominęłam żadnej). Rozrysowuję je w zeszycie, a następnie robię i zapisuję efekty na kartce :) Łopatologicznie, ale skutecznie :)
Prezent od męża, który dostałam jeszcze w październiku, ale Malwina zapytała o niego wczoraj i pomyślałam, że warto o nim przypomnieć. Szydełka KnitPro - fantastyczne! Zero przeciążeń w nadgarstku, zero zmęczonego ramienia, zero dziur w rękach (potrafiłam zrobić sobie dziurę w dłoni). I najważniejsze dla mnie: obgryzam szydełka, kiedy się nad czymś zastanawiam - to nie jest bezpieczne, o nie! Dzięki gumowym końcówkom nie robię sobie krzywdy :)
A teraz uwagi dla bardziej zrównoważonych szydełkowiczek. Razem z Anią doszłyśmy do wniosku, że dzięki szydełkom KnitPro splot włóczki jest jakby ciaśniejszy i bardziej dokładny. Być może jest tak dlatego, że meta z którego wykonane jest szydełko jest idealnie śliski, a długość szydełka dobrze dopasowana do wielkości dłoni - to sprawia że ruchy są rytmiczne, a wzór dokładniejszy. Ale to może być tylko nasza teoria :D
(P.S. Szydełka nie mają wad... :) )
No i ostatnia gwiazda dzisiejszego wpisu. Zamówiłam prenumeratę "Mollie potrafi". Dostałam pierwszy numer tydzień temu. Oczywiście prenumeratę zamówiłam ZANIM poszłam do Empiku i obejrzałam pierwszy numer na półce. Mój błąd i moja ekscytacja. Jako wierna czytelniczka wszystkich anglojęzycznych Mollie Makes oraz Simply Crochet oraz Crochet Today, jako była mieszkanka Irlandii z dostępem do ichniejszych gazet i materiałów, po prostu oczekiwałam zbyt wiele :) Nie chcę spisywać polskiej Mollie na straty, ale tak się akurat złożyło, że posiadałam ten numer w wersji anglojęzycznej i porównałam jego zawartość z polskim wydaniem.
Plusy (jako optymistka zaczynam od plusów):
* mamy polskie wydanie
* opisy robótek są w miarę klarowne
* mają reklamy polskich sklepów z akcesoriami do robótek ręcznych
Minusy (wylicze tylko najważniejsze):
* gazeta jest żywcem przetłumaczona z angielskiego, co sprawia że miejscami język w niej użyty jest tak sztywny i techniczny jak tylko jest to możliwe, a czasami jest po protu dziwnie. Np. tytuł "Dzikie dzieci" :D:D
* część akcesoriów użytych do wykonania np. abażuru jest w PL niedostępna. I tutaj możecie powiedzieć: no trudno, ale skoro to przedruk... Właśnie problem polega na tym, że "Mollie potrafi" wydanie pierwsze jest kompilacją różnych artykułów z różnych numerów Mollie. Skoro autorzy wybierają różne tematy, to mogliby sprawdzać czy prace te da się wykonać w polskich warunkach.
* jeśli polska Mollie potrafi chce pokazywać, wzorem swojej zagranicznej koleżanki, ciekawe prace "handmade" to byłoby miło gdyby zaprosiła do współpracy którąś z polskich blogerek, która na pewno bliższa będzie sercu Polek niż obcobrzmiące nazwiska w całej gazecie. To samo tyczy się przedstawianych w formie "nowości i ciekawostek" produktów handmade: nikt z redaktorów nie zadał sobie trudu, by zamiast ślepo przedrukować złote żołędzie z brytyjskiego wydania, sięgnąć po pracę kogoś z Polski. Nie mówiąc już o tym, że mając polskich reklamodawców nie przedstawiono ani jednego produktu z polskiego sklepu. Nie chcę rdzennie polskiej gazety, ale chcę miksa :)
Wybaczcie jeśli Was zanudziłam. Media i prasa oraz handmade to moje pasje. Pracuję w mediach od kilku lat i czekałam z niecierpliwością na pierwszy magazyn handmade'owy z prawdziwego zdarzenia.
Jeśli czyta to ktoś z redakcji: Lubię polską Mollie, ale chcę żeby była bardziej nasza, mnie anonimowa. Bądźcie tak mili i weźcie pod uwagę moje drobne uwagi. Nie spisuję moich 48 zł na straty - wierzę, że jeszcze mnie zaskoczycie :)
Zacznijmy od rzeczy miłych. Sprawiłam sobie młynek do zwijania włóczki :) Dzięki serwisowi eBay oraz Panu Chińczykowi zapłaciłam za niego 15$, a przesyłkę dostałam gratis. Trochę się denerwowałam, czy aby na pewno będzie to młynek moich marzeń i czy poradzę sobie bez parasolki, ale okazało się, że nerwy zupełnie nie były potrzebne. Przy motkach bawełny i wełny rolę parasolki spełnia plastikowa miska, do której wkładam motek (plastikowa miska jest śliska, więc motek sobie w niej swobodnie podskakuje). Przy motkach typu lace sprawdza się odwrócona miednica położona niżej od mojego młynka oraz moja stopa, która odpowiednio tę miednicę podtrzymuje (ponoć wygląda to komicznie, ale działa). Pan Chińczyk dołączył do młynka skąpą instrukcję obsługi w języku angielskim, ale metodą prób i błędów udało mi się to urządzenie oswoić. I... jest cudowne! Normalnie mogłabym kręcić korbką cały dzień :) To były dobrze zainwestowane pieniądze, bo przewinięcie kłębka trwa max 4 minuty, a nitkę można wyciągać zarówno ze środka splotu, jak i z brzegu. Zdecydowanie lepiej zwija się na młynku nieco szorstką wełną niż śliski akryl, ale przy odrobinie wprawy i odpowiednim ustawieniu jakości zwijania nawet akryl wygląda cool. No i było to 15$, a nie ponad 200 zł...
Uwielbiam Isabelle Kessedijan, dlatego gdy tylko pojawiła się na rynku książka o jej lalach kupiłam ją bez zastanowienia. Do jej recenzji skłoniła mnie rozmowa z Moniką z Domu za końcem świata (pozdrawiam!) Książkę kupiłam z przekonaniem, że 50 wzorów w niej zawartych będzie dość konkretnych... No i tutaj zaliczyłam pomyłkę. Owszem jest to 50 wzorów, z czego 1 to skarpetki, drugi to buty, a trzeci to majtki, czwarty to pościel do łóżeczka, piąty to płaszczyk, którego wzór jest identyczny jak wzór na piżamkę... :) I tak do 50 :)
Tak poważnie: książka jest ładnie wydania (choć rozczarowała mnie miękka okładka), ma super zdjęcia i miło się ją przegląda, ale zdecydowany minus dostaje za:
*bardzo małą ilość wzorów, które są miejscami wtórne (np sukienki robi się w identyczny sposób i każdy, kto robił kiedykolwiek sukienkę na szydełku nie potrzebuje do tego wzoru, podobnie jak do wzoru skarpetek)
*wzorom zdarzają się błędy (zauważyłam to robiąc lalę ogrodniczkę ze wzoru Simply Crochet). Trzeba uważać i zachować zdrowy rozsądek przy wykonywaniu ubranek. A także liczyć oczka i nie opierać się sztywno na obliczeniach autorki.
*cena - nie ma co tłumaczyć, jest po prostu droga. Razem z przesyłką zapłaciłam za nią ponad 30$, czyli ponad 100 zł. Zdarzało mi się rozsądniej wydawać pieniądze na własne przyjemności :)
*w książce brakuje podstawowych informacji np. na temat mocowania włosów - a wierzcie mi mocowanie włosów nie jest proste. W lalkach Isabelle powinno się wydzielać stopy, mnie się to jeszcze nie udało i oczekiwałam, że książka mi w tym pomoże, ale niestety zamiast tej porady jest tam np. wzór na pingwina...
Podsumowując: nie kupiłabym jej drugi raz, ale lubię oglądać w niej obrazki. Ubranka lalek, które znajdują się u mnie na blogu w większości powstały wg mojego pomysłu i mojego wzoru (oprócz ogrodniczki i Marlene, mam nadzieję że nie pominęłam żadnej). Rozrysowuję je w zeszycie, a następnie robię i zapisuję efekty na kartce :) Łopatologicznie, ale skutecznie :)
Prezent od męża, który dostałam jeszcze w październiku, ale Malwina zapytała o niego wczoraj i pomyślałam, że warto o nim przypomnieć. Szydełka KnitPro - fantastyczne! Zero przeciążeń w nadgarstku, zero zmęczonego ramienia, zero dziur w rękach (potrafiłam zrobić sobie dziurę w dłoni). I najważniejsze dla mnie: obgryzam szydełka, kiedy się nad czymś zastanawiam - to nie jest bezpieczne, o nie! Dzięki gumowym końcówkom nie robię sobie krzywdy :)
A teraz uwagi dla bardziej zrównoważonych szydełkowiczek. Razem z Anią doszłyśmy do wniosku, że dzięki szydełkom KnitPro splot włóczki jest jakby ciaśniejszy i bardziej dokładny. Być może jest tak dlatego, że meta z którego wykonane jest szydełko jest idealnie śliski, a długość szydełka dobrze dopasowana do wielkości dłoni - to sprawia że ruchy są rytmiczne, a wzór dokładniejszy. Ale to może być tylko nasza teoria :D
(P.S. Szydełka nie mają wad... :) )
No i ostatnia gwiazda dzisiejszego wpisu. Zamówiłam prenumeratę "Mollie potrafi". Dostałam pierwszy numer tydzień temu. Oczywiście prenumeratę zamówiłam ZANIM poszłam do Empiku i obejrzałam pierwszy numer na półce. Mój błąd i moja ekscytacja. Jako wierna czytelniczka wszystkich anglojęzycznych Mollie Makes oraz Simply Crochet oraz Crochet Today, jako była mieszkanka Irlandii z dostępem do ichniejszych gazet i materiałów, po prostu oczekiwałam zbyt wiele :) Nie chcę spisywać polskiej Mollie na straty, ale tak się akurat złożyło, że posiadałam ten numer w wersji anglojęzycznej i porównałam jego zawartość z polskim wydaniem.
Plusy (jako optymistka zaczynam od plusów):
* mamy polskie wydanie
* opisy robótek są w miarę klarowne
* mają reklamy polskich sklepów z akcesoriami do robótek ręcznych
Minusy (wylicze tylko najważniejsze):
* gazeta jest żywcem przetłumaczona z angielskiego, co sprawia że miejscami język w niej użyty jest tak sztywny i techniczny jak tylko jest to możliwe, a czasami jest po protu dziwnie. Np. tytuł "Dzikie dzieci" :D:D
* część akcesoriów użytych do wykonania np. abażuru jest w PL niedostępna. I tutaj możecie powiedzieć: no trudno, ale skoro to przedruk... Właśnie problem polega na tym, że "Mollie potrafi" wydanie pierwsze jest kompilacją różnych artykułów z różnych numerów Mollie. Skoro autorzy wybierają różne tematy, to mogliby sprawdzać czy prace te da się wykonać w polskich warunkach.
* jeśli polska Mollie potrafi chce pokazywać, wzorem swojej zagranicznej koleżanki, ciekawe prace "handmade" to byłoby miło gdyby zaprosiła do współpracy którąś z polskich blogerek, która na pewno bliższa będzie sercu Polek niż obcobrzmiące nazwiska w całej gazecie. To samo tyczy się przedstawianych w formie "nowości i ciekawostek" produktów handmade: nikt z redaktorów nie zadał sobie trudu, by zamiast ślepo przedrukować złote żołędzie z brytyjskiego wydania, sięgnąć po pracę kogoś z Polski. Nie mówiąc już o tym, że mając polskich reklamodawców nie przedstawiono ani jednego produktu z polskiego sklepu. Nie chcę rdzennie polskiej gazety, ale chcę miksa :)
Wybaczcie jeśli Was zanudziłam. Media i prasa oraz handmade to moje pasje. Pracuję w mediach od kilku lat i czekałam z niecierpliwością na pierwszy magazyn handmade'owy z prawdziwego zdarzenia.
Jeśli czyta to ktoś z redakcji: Lubię polską Mollie, ale chcę żeby była bardziej nasza, mnie anonimowa. Bądźcie tak mili i weźcie pod uwagę moje drobne uwagi. Nie spisuję moich 48 zł na straty - wierzę, że jeszcze mnie zaskoczycie :)
Autor:
Ulala
o
12:25
5 komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
hand made,
handmade,
hobby,
Isabelle Kessedjian,
kłębek,
kłębki,
KnitPro,
książka,
lalka,
młynek,
Mollie Makes,
Mollie Potrafi,
o mnie,
pracownia,
prezent,
recenzja,
szydełko,
Ulala,
włóczka,
zakupy
niedziela, 22 grudnia 2013
Majtki są ważne :)
W zimie trzeba nosić majtki - mawiała mam mojej koleżanki... Mam nadzieję, że miała na myśli ciepłe majtki :) Moje lale mają już majtki, zima nie jest im więc straszna. A ponieważ wybieramy się do Włoch, jedna z lal dostała kostium kąpielowy :)
Kąpiel w Toskanii o tej porze roku, raczej nie jest możliwa, ale warto być przygotowanym na wszelkie wybryki pogodowe. Dobre bikini trzeba mieć przy sobie - w końcu waży tyle co nic :)
Autor:
Ulala
o
21:04
2 komentarze:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
amigurumi,
bawełna,
bielizna,
crochet,
czas wolny,
doll,
dziewczynka,
hand made,
handmade,
kłębek,
kłębki,
lalka,
szydełko,
Ulala,
włóczka,
zabawka,
zabawki
piątek, 20 grudnia 2013
coś dla mnie
Zrobić coś dla siebie. Ta myśl prześladuje mnie ostatnio niemal ciągle. Zapomnieć na chwilę o pracy, o końcu roku, podatkach, wypłatach. Uciec gdzieś daleko i zaszyć się w sobie. Taki jest plan. Realizację rozpoczęłam od obiecania samej sobie, że w Święta, które spędzimy u moich rodziców, nie tknę się zabawek i nawet nie będę (za bardzo) o nich myśleć. Wyszydełkuję za to dla siebie sweter.
Miękki sweter z Alpaki. Dziewczęcy i uroczy w kolorze cegły.
A na Sylwestra jedziemy do mojej ukochanej Toskanii, do mamy mojego męża :) Będę siedzieć nad morzem i szydełkować - I <3 it! :)
Do zobaczenia jutro, bo muszę pokazać nowe zabawki :)
czwartek, 19 grudnia 2013
Prezenty jeszcze przed świętami :)
Do bardzo niegrzecznych dziewczynek Gwiazdka przychodzi jeszcze przed Świętami :) Ja dostałam prezent od Ani jeszcze przed połową grudnia i naprawdę codziennie się w niego gapię :)
Pudełko (własnoręcznie zrobione przez A.) pełne jest mega przydatnych rzeczy: długich szpilek do blokowania robótek, pozłacanych i metalicznych nici, cudownych guzików i... naprawdę cudownego wosku pszczelego do barwienia lalom policzków :) Normalnie mogłabym z tym pudelkiem spać (ale mój mąż nie chce)!
Książka o szydełkowych lalach przywędrowała do mnie kilka dni temu w poważnie zapakowanej kopercie z wielkimi pieczęciami Izby Celnej w Gdańsku. Celnicy to są farciarze - przeczytali ją wcześniej ode mnie!
Mój teść i przyszywana teściowa dają mi dużo prezentów zupełnie bez powodu, więc gazety, które przywędrowały do mnie z Irlandii w kopercie były zaskoczeniem, jedynie pod względem trafności tematu. Obydwie gazety obiecuję przewertować od deski do deski. Co więcej! Inside Crochet zainspirowało mnie do tego stopnia, że postanowiłam zrobić w końcu coś tylko dla siebie i w święta siadam do robienia swetra :) Z tego powodu sama zrobiłam sobie prezent i kupiłam pół kilo pięknej Alpaki w ceglanym kolorze :)
A jutro kolejny post, nabrałam takiego tempa w robieniu zabawek, że zadziwiam samą siebie :)
Pudełko (własnoręcznie zrobione przez A.) pełne jest mega przydatnych rzeczy: długich szpilek do blokowania robótek, pozłacanych i metalicznych nici, cudownych guzików i... naprawdę cudownego wosku pszczelego do barwienia lalom policzków :) Normalnie mogłabym z tym pudelkiem spać (ale mój mąż nie chce)!
Książka o szydełkowych lalach przywędrowała do mnie kilka dni temu w poważnie zapakowanej kopercie z wielkimi pieczęciami Izby Celnej w Gdańsku. Celnicy to są farciarze - przeczytali ją wcześniej ode mnie!
Mój teść i przyszywana teściowa dają mi dużo prezentów zupełnie bez powodu, więc gazety, które przywędrowały do mnie z Irlandii w kopercie były zaskoczeniem, jedynie pod względem trafności tematu. Obydwie gazety obiecuję przewertować od deski do deski. Co więcej! Inside Crochet zainspirowało mnie do tego stopnia, że postanowiłam zrobić w końcu coś tylko dla siebie i w święta siadam do robienia swetra :) Z tego powodu sama zrobiłam sobie prezent i kupiłam pół kilo pięknej Alpaki w ceglanym kolorze :)
A jutro kolejny post, nabrałam takiego tempa w robieniu zabawek, że zadziwiam samą siebie :)
poniedziałek, 9 grudnia 2013
Gdzie mnie można spotkać?
O 06:30 rano, zwarte i gotowe (oraz nieprzytomne z niewyspania) rozpoczęłyśmy montaż naszego stoiska. Oczywiście wszelkie sprawy elektryczno gospodarskie to sprawa J. niech nikt nie posądza mnie o takie rzeczy...
Późno w nocy kończyłam chmurki, ale warto było :) Misie w balonach też bujają się wspaniale :)
Trzymajcie za nas kciuki, a jeśli komuś zdarzy się być w okolicy - serdecznie zapraszamy. Ulala oraz Misie, Królisie i Przyjaciele czekają!
P.S. Dostałam od Ani tai prezent, że nie mogę się doczekać aby Wam go pokazać <3
Subskrybuj:
Posty (Atom)










































.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)




